czwartek, 7 listopada 2013

Pamiętnik Apokalipsy - piasek przesiaknięty krwią



Rozdział 10 

Mój umysł podsyłał mi obrazy pociętych ciął całych we krwi. Kolejny raz od przybycia na ziemię uzmysłowiłam sobie kruchość ludzkiego życia. Nawiedza ich śmierć, jednego po drugim, a mimo to prowadzą bezsensowne bitwy i walki. Rozlewają krew swoich towarzyszy i wrogów, tak prosto narażają się na niebezpieczeństwo. Podświadomie zaczęłam porównywać Achillesa, z którym łączyła mnie niewytłumaczalna więź, z Hektorem, moim kuzynem, a zarazem mężem Andrei i świeżo upieczonym ojcem Astyanaksa. Zamknęłam oczy, czułam tak wiele na raz, a zarazem miałam wrażenie, że jestem bardziej pusta niż w dniu mojego stworzenia. Minuty dłużyły się niemiłosiernie, a mnie pożerało otępienie, z tego stanu wyrwał mnie odgłos koni jadących po piasku i szmer kół. Wybiegłam z namiotu by zobaczyć, coś co prześladuję mnie do dnia dzisiejszego. Achilles z krwią na rękach i twarzy, jadący rydwanem w moją stronę. W pierwszym momencie, poczułam ulgę, by w następnej chwili zobaczyć jego. Ciało mojego brata, ciągnięte przez pojazd, zabrudzone od piasku i krwi. Stałam tak wpatrując się w nich bez wyrazu twarzy, całkowicie pusta, aż zniknęli mi z oczu. Wróciłam do namiotu złapałam jedno z naczyń zgrabionej świątyni i poszłam nabrać wody z morza. Udałam się z misą do miejsca gdzie przebywał zmarły. Achilles wpatrywał się w piasek, obojętnie przeszłam koło niego i podeszłam do ciała Hektora. Padłam na kolana i zanurzyłam w wodzie fragment materiału oderwany z mojej szaty. Zamknęłam oczy i zaczęłam szeptać zaklęcia i modły. Język nie znany dla ludzi, język obcy dla bogów i herosów, język znany jedynie zmarłym i tym których śmierć nigdy nie dotknie. Słowa złożone z tonów, myśli i natury. Wiatr podnosił moje rude włosy do góry, białka przybrały czarną barwę, a tatuaże zaczęły lśnić turkusem. Nie przestając, dotykam wodę w misie, która wraz ze zetknięciem się z moją skórą barwi się od sigmy. Fragment materiału, powoli pochłania całą wodę, zmieniając się w długi pas aksamitu. Wyciągam go i zasłaniam twarz Hektora. Tkanina niczym zaklęta, porusza się rozszerza i obwija ciało zmarłego, a każda z jego ran znika. Gdy materiał obwinął ciało, Hektor sprawiał wrażenie śpiącego. Spojrzałam ostatni raz na niego i zakończyłam pieśń. Odwróciłam się do Achillesa, który uporczywie wpatrywał się we mnie.
- Błagam pozwól mi zabrać jego siało i pochować je należycie. – Ten tylko na mnie spojrzał z bólem w oczach i skierował się do namiotu, zanim wszedł powiedział.
- Nigdzie go nie zabierzesz, możesz robić te swoje sztuczki, ale nie pozwolę ci go pochować.
Postanowiłam dalej namaszczać ciało, w trakcie usłyszałam znajomy głos. Bezzwłocznie ruszyłam do namiotu, Achillesa i stanęłam w wejściu. Delikatnie odchyliłam zasłonę i spojrzała przez szparkę.
W namiocie siedział Achilles, a przed nim klęczał król Priam, miałam w już wchodzić gdy usłyszałam ich rozmowę.
- …by podarować ci dary, na wykupienie ciała mego syna, proszę cię o litość dla takiego starca jak ja, był najlepszym wojownikiem i synem troi, był moim najdroższym synem, błagam cię. – Priam złapał dłoń Achillesa i ucałował ją. – Acillesie, błagam cię, zaklinam cię na bogów i ojców twoich, ja król Priam, całuję dłonie zabójcy wielu dzieci moich i mego ukochanego syna Hektora. Nie zobaczę już jego uśmiechu, nie usłyszę jego słów. Biada mi, że dożyłem śmierci syna mego. – Łzy popłynęły po jego policzkach. Achilles wstał.
- Podziwiam twą odwagę starczę, ale twój syn zabił mego przyjaciela i za to nigdy nie trafi do świata zmarłych nie pozwolę go pochować.
- A ilu ty zabiłeś ojców, synów, braci i przyjaciół? Czy to błędne koło musi trwać w nieskończoność? – zapytał Priam. Achilles zagryzł wargi i po chwili ciszy wysyczał.
- To był jeszcze dzieciak, nie zasłużył na śmierć! - wściekły złapał miecz. Bez zastosowania, weszłam do namiotu.
- Przestań! – powiedziałam lodowatym tonem. Skłoniłam się lekko mojemu władcy.
- Tanatos? Jesteś cała dzięki bogom. – Achilles spojrzał się na mnie i króla, wyglądał jakby miał zaraz się rozpaść.
- Starcze, weź ciało swego syna i zabierz z sobą kapłankę, składam też obietnicę, że do końca żałoby wojska greckie nie zaatakują Troi. – po tych słowach mężczyzna wyszedł i rozkazał swoim ludziom przygotować powóz i pomóc nam włożyć na nie ciało Hektora. Stanęłam koło niego i położyłam na jego ramieniu dłoń.
- Dziękuję. – szepczę i wchodzę do powozu. – Żegnaj. – mówię do niego i powóz rusza. Droga była krótka, ale dla mnie trwała wieki…
***
Stoję teraz obok płaczącej Andrei i załamanego Priama. Na dziedzińcu stoi olbrzymi stos, a na nim ciało księcia Troi, mojego przyjaciela. Nic nie czuję, jestem pusta. Wpatruję się w drewnianą konstrukcję, gdy ogień zaczyna ją trawić. W powietrzu słychać śpiew modlitewny Violetty, kolejno do nich dołączają się pozostałe kapłanki. Ja jako ostatnia dopełniam modły. Wiatr zaczyna wirować w wśród stosu podnosząc płomień do góry. W powietrzu roznoszą się krzyki płaczu, modły kapłanek i olbrzymi smutek Troi. Świat na chwilę pogrąża się w rozpaczy.

tumblr_mjvv7ctLDV1s3acjao1_500.gif 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz