środa, 27 sierpnia 2014

Pamiętnik Apokalipsy - Mit


Rozdział 16


Po jakiejś godzinie postanowiłam wrócić do Kalii, przez ten czas Gil powinien już skończyć z nią rozmawiać. Rozkoszując się chłodnym nocnym powietrzem szłam, powoli bez pośpiechu. W pobliżu wejścia usłyszałam podniesione głosy. Znów się kłócili, westchnęłam. Raz na jakiś czas mijali się w poglądach i wtedy potrafili się sprzeczać parę dni. Stwierdziłam, że nie mam ochoty wysłuchiwać ich narzekań, więc się odwróciłam, by wrócić na pastwisko.
- Znów, w mieście byli żołnierze. Jak tak dalej pójdzie nie będę w stanie niczego sprzedać! Wiesz, że kapłanek jest coraz mniej. A lunarieen kupują jedynie handlarze niewolników. Jeśli nie będą mieli kogo sprzedawać, to nie będą potrzebować blokerów. Słyszałem, że nowy władca Persji wyłapuje Ireja i robi z nich swoje nałożnice, oraz prywatne wojsko.
Słysząc temat ich rozmowy zamarłam w miejscu. Może wreszcie dowiem się co przede mną ukrywają. Podeszłam bliżej i skryłam się w cieniu uważnie nasłuchując.
- Gilbercie, dość! Czy możesz na chwilę przestać? Ten temat jest już dawno skończony.
- Nie rozumiesz. Jeśli znajdą ją u nas, trudno będzie, cię ukryć.
- A niby jak mają nas znaleźć? Żyjemy na odludziu, w miejscu, gdzie nikt nie postawi nogi. Obrzeża troi nie cieszą się zbytnią popularnością. A jeśli twierdzisz, że Asha musi odejść, to się z tobą nie zgadzam. Nic nie zrobiła, byś tak ją traktował.
- To przez takich jak ona musimy się ukrywać!
- Tak, ale nie przez nią.
- Nie rozumiem, czemu nie pozwalasz mi nałożyć na nią luminarieen, zaoszczędziłoby to nam wielu kłopotów.
- Oh, Gilbercie. Gdzie się podziało twoje współczucie, to przeklęte miejsce wyżarło wszystkie twoje dobre emocje. Już dawno nie widziałam, byś był naprawdę szczęśliwy.
Nastąpiła chwila ciszy odczekałam z parę minut i jakby nic weszłam do pomieszczenia. Gilbert widząc moją twarz, skrzywił się nieznacznie, ale nic nie powiedział. Zamierzał wyjść, ale Kalia złapała go w ostatniej chwili i pociągnęła go z powrotem na miejsce.
- Zjedzmy dzisiaj razem.
- Nie dzięki, nie jestem gło… – Dziewczyna zmroziła go spojrzeniem, które mroziło krew w żyłach. – Chyba jednak zgłodniałem.
Zjedliśmy w ciszy, od czasu do czasu śmiejąc się, ale atmosfera nadal była ciężka. Po posiłku Gil wyszedł na spacer, a my sprzątałyśmy. Krzątałam się mając głowie poważny mętlik. Ech... Spojrzałam na Kalie, która układała posłania. Czarne Kosmy ki wpadały jej uparcie do zielono złotych oczu. Gilberta nie było, a ja dostrzegłam możliwą dla siebie szansę by, uzyskać odrobinę informacji.
Usiadłam, przy palenisku i oplotłam rękami nogi.
- Opowiesz mi coś o ruinach? – zapytałam. Na co dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona.
- To nic interesującego, zanudzi cię. – stwierdziła, próbując się kolejny raz wymigać.
- Proszę. To naprawdę dla mnie ważne. – Kalia spojrzała mi prosto w oczy, jakby sprawdzając moją duszę, następnie zaniepokojona rozejrzała się wokoło i westchnęła.
- Dobrze, widzę, ze nie ma sensu dłużej tego ciągnąć, w końcu i tak nic to nie zmieni. – Czarnowłosa usiadła wygodnie do ogniska i wpatrując się w ogień zaczęła opowiadać.
- Do było jeszcze za czasów, gdy na tronie zasiadał mądry i szlachetny władca. Król Priam. Na Olimpie trwało wesele, gdzie bogowie spożywali ucztę i bawili się tygodniami. Podobnież na sali pojawiła się bogini niezgody. Gniewając się, za brak zaproszenia, postanowiła podarować im jabłko. Podrzuciła owoc w środku dnia, z napisem dla najpiękniejszej. Ponieważ boginie są chciwe, to rozwinęła się kłótnia, trzy największe boginki wdały się w konflikt. Żadna nie chciała ustąpić, a tym samym zrzec się miana jeszcze nieotrzymanego tytułu. Zeus nie mogąc już wytrzymać wrzasków, posłał po Parysa, który miał za zadanie rozstrzygnąć konflikt. Z pośród Hery, Ateny i Afrodyty, młody książę skuszony nagrodą wybrał Afrodytę. Jako zapłatę dostał najpiękniejszą kobietę na świecie i złość pozostałych bogiń. Porwał Helenę z rąk jej męża, króla Sparty i przywiózł ją tu do Troi. Wojna była nieunikniona. Grecy pod osłoną Hery i Ateny, przybyli wy zabrać Helenę z powrotem. Natomiast nad troją czuwała, bogini piękności i jej patron Apollo. Bitwy trwały latami, jałowiąc te tereny i barwiąc ziemię na czerwono, jednak, żadna ze stron nie miała dość. Grecy uknuli podstęp. Zbudowali olbrzymiego drewnianego konia, jako prezent dla trojan, a sami skryli się w jego wnętrzu. Podczas, gdy trojanie świętowali i stracili czujność oni wyszli na teren miasta i zabijali każdego kogo spotkali… - zrobiła krótką pauzę, namyślając się co jeszcze może mi powiedzieć.
- Co niby w tej historii jest takiego, by nazywać to miejsce przeklętym?
- Jeszcze nie skończyłam. Widzisz, gdy dobry Król Priam został zamordowany… a miasto chyliło się ku upadkowi, bogowie troi oburzyli się, za podstęp greków. Podobnież zerwał się huragan i burza, jakiej nie widziała jeszcze ta ziemia. Jedynie za murami miasta, budynki i wszyscy w i ich zasięgu zmieniali się w proch. Pioruny biły w ludzi, mimo, że nie spadła ani kropla deszczu. Nawałnica skończyła się tak szybko, jak się zaczęła. To był znak, że bogowie opuścili tą ziemię. Od tamtej pory rośliny nie chcą rosnąć, zwierzęta uciekają stamtąd w popłochu, a ludzie, potrafią znikać bez śladu. Przeklęta ziemia.
Siedziałyśmy w ciszy wpatrując się w ogień.
- Więc czemu tam byłaś?
- Zdarzyło się to cztery stulecia temu, więc… chciałam, zobaczyć jak tam jest. – powiedziała skruszona.
- I w ten sposób znalazła ciebie, kapłankę porzuconą przez bogów.

___________________
Krótki, ale jest

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz