wtorek, 24 września 2013

Pamiętnik Apokalipsy -Złe Wieści


Rozdział 9


Otwieram oczy i pierwsze co widzę to śpiącą twarz Achillesa, uśmiecham się do siebie i wyciągam dłoń by pogłaskać go po włosach. Zatrzymuję rękę w połowie ruchu i zamieram, dopiero teraz dociera do mnie co działo się przez ostatnie czterdzieści osiem godzin. Fala sprzecznych uczuć uderza mnie i paraliżuje całe ciało. Mam mętlik w głowie i w żaden sposób nie mogę się uspokoić. Wstaję z koców, na których spędziłam dzisiejszą noc, gdy nagle czuję mocny uścisk na nadgarstku. Momentalnie się odwracam i napotykam niesamowicie czarne oczy Achillesa. Bez jakiegokolwiek trudu z powrotem kładzie mnie obok siebie i przytula do swojego torsu pokrytego bliznami. Od razu mój umysł zostaje oczyszczony z natłoku myśli. Nie mogąc się powstrzymać przejeżdżam palcem po jednej z blizn. Przykrywa nas jedynie płachta materiału, jesteśmy tu tylko my, nikt więcej… on głaszczę moją głowę swoją dłonią. Nasze usta wzywają się nawzajem stęsknione swoim dotykiem. Nie mam nic przeciwko powtórce wczorajszej nocy.
- Ekm… - odsuwam się jak oparzona od mężczyzny, sama do końca nie rozumiejąc dlaczego to zrobiłam. Achilles zostaje jeszcze chwilę w bez ruchu po czym patrzy z wściekłością na przybysza.
- Czego?! – warczy na szczupłego blondyna w wejściu.
- Troja zaatakowała! – Achilles spojrzał na mnie i ze spokojem zapytał.
- Coś jeszcze? - posłaniec stał chwilę osłupiały, po chwili się otrząsnął i odpowiedział
- Nasi ludzie są gotowi do starcia!
- Patroklesie, powiedź reszcie, że mają się nie wtrącać do bitwy.
- Jak to, nie wtrącać!
- Dobrze usłyszałeś, powiedź im, że nie dziś walczymy. – Blondyn stał chwilę wpatrując się w Achillesa, mocna zaciskając wargi w złości. Następnie spojrzał na mnie w wysyczał.
- Znalazłeś sobie nałożnice i już się poddajesz! Nie jesteś tym samym Achillesem, którego znałem! – po tych słowach wybiegł.
- To jeden z twoich podwładnych? – pytam.
- Nie, to mój przyjaciel, a zarazem wychowanek. –odpowiada z smutnymi oczami.
- Dziękuję. – szepczę mu do ucha. Dziwnie się czułam, więc wstałam. – Nie uważasz, że powinieneś pójść do swoich ludzi? – spojrzał na mnie zamglonym wzrokiem, ale mimo wszystko przytaknął i wstał. Ubrał się i całując mnie w usta z błyskiem w oku wyszedł z namiotu. Znalazłam swoją szatę wyjrzałam z namiotu, nikogo nie było a wokół słychać było przeraźliwe odgłosy pocierania mieczy i krzyków poległych. Idealny moment by uciec. Zrobiłam krok w stronę troi, gdy usłyszałam przeraźliwy krzyk rozpaczy. Znajomy głos przedzierał świat spowalniając czas, odkręcam się w stronę dźwięku, a jedyne czego jestem pewna, to to, że należał do Achillesa.

 Moje nogi same poruszają się w stronę pola bitwy. Z każdym krokiem przyspieszam, tłum wojowników stoi bez ruchu. Wszędzie unosi się zapach dymu i ognia. Bez namysłu wchodzę wśród ludzi umazanych krwią, a mój wzrok spoczywa na klęczącej postaci trzymającej w ramionach mężczyznę w zbroi Achillesa. Z przerażeniem spoglądam na martwe ciało. Nie jestem w stanie oderwać wzroku od poderżniętego gardła. Blond włosy zaczynają nasiąkać krwią. Nie mam odwagi spojrzeć mu w twarz. Boję się… dociera do mnie to jak uderzenie pioruna, odczuwam strach i rozpacz. Robię krok do przodu, by zobaczyć twarz mężczyzny, który wzbudził we mnie tyle uczuć. Lecz nie jego widzę, a chłopaka, który dziś przybył no naszego namiotu, wychowanek Achillesa. Mężczyzna trzymający chłopaka wstaje z ziemi i wydaje rozkaz by trojanie się wycofali. Pole walki opustoszało, pozostały jedynie ciała poległych i grecy stojący nad zmarłym chłopcem. Niepostrzeżenie wycofuje się sie do namiotu. Przed nim stoi wściekły Achilles. Podeszłam do niego.
- Myślałam, że umarłeś. – szeptałam tuląc się do jego piersi.
- Nie wykonali mojego rozkazu! Ruszyli do walki, wbrew mojej woli! – odepchnął mnie od siebie i krzyczał. Leżąc na piasku już otwierałam usta by coś powiedzieć, gdy zaczęli z chodzić się podwładni Achillesa. – Kazałem mernidonom się wycofać, a ty poprowadziłeś ich do walki.
- Nie, panie. Zaszła pomyłka. Myśleliśmy, że to ty. – powiedział czarnowłosy mężczyzna, którego przed chwilą widziałam przy zmarłym. Achilles wpatrywał się chwilę w niego i zadał pytanie, na które lepiej by nigdy nie dostał odpowiedzi.
- Gdzie jest Patrokles? – wojownik się zawahał.
- Myśleliśmy że to ty, panie. Miał twoją tarczę, zbroję, twój hełm, nawet poruszał się jak ty…
- Gdzie on jest?! – Achilles wrzasnął i uderzył wojownika, powalając go na ziemię. – Gdzie on jest?!
- Nie żyje panie, Hektor podciął mu gardło. – Achilles spuścił głowę wpatrując się w piasek. Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, zaczął przyduszać nogą mężczyznę. Po zaledwie sekundzie jego usta zapełniły się krwią. Patrzyłam na to z lodowatym spojrzeniem. Wiedziałam, że jeśli pozwolę Achillesowi zabić tego człowieka, utracę go na zawsze. Podeszłam do niego i położyłam mu swoją dłoń na ramieniu, lecz ten, zamiast się uspokoić. Złapał mnie jedną ręką za gardło i podniósł do góry. Normalny człowiek zaczął by się dusić, ale ja nie potrzebowałam powietrza. Jego uścisk był silny, mogący bez problemu zmiażdżyć mi szyje. Wyciągnęłam rękę i pogłaskałam go po policzku, smutnym spojrzeniem patrzyłam w jego oczy. Uścisk na mojej szyi zelżał, osunęłam się na piasek. Wokół panowała cisza, nikt nie śmiał się odezwać. Jedynie Achilles wziął powoli miecz umazany krwią i poszedł, zobaczyć ciało swojego wychowanka.

Cały dzień siedzę w namiocie i czekam, aż Achilles wróci. Gdy się już pojawił, założył swoją zbroję i bez słowa wyszedł. Powoli podążam za nim, lecz on nie zwraca na mnie najmniejszej uwagi. Zapadł mrok, ciemność ukrywa w swoich odmętach stos z ciałem Patroklesa. Achilles wspina się na sam szczyt i kładzie na oczach zmarłego dwie monety, dla przewoźnika. Żegna się z nim, następnie kładzie ogień i z chodzi ze stosu. Języki ciepła szybko rozprzestrzeniają się po stosie, ukazując ludzi wokół stosu i kamienną twarz Achillesa. Płomień pożera drewno, siano i ciało, zostawiając tylko po nic popiół i proch. Spoglądam na zebranych, by odgonić obraz zrozpaczonego Achillesa. Moje spojrzenie trafia na Agamemnona, który z uśmiechem satysfakcji wpatruje się w ogień. Po stosie nie zostało nic, grecy się rozeszli. Został tylko On i ja. Podeszłam do niego i położyłam mu swoją dłoń na ramieniu. Achilles jakby pod wpływem mojego dotyku, padł na kolana, po jego policzkach spływały łzy. Uklękłam koło niego i przytuliłam go. Z jakiegoś powodu było mi przykro i smutno. Mężczyzna trzymał mnie jakbym miała zaraz zniknąć. Wiedziałam, że powinnam się nie odzywać, ale zanim pomyślałam moje słowa same wypłynęły.
- Co zamierzasz teraz zrobić?
- Zemszczę się – Tego się właśnie obawiałam. – Zabiję Hektora. – odsunęłam go od siebie by móc spojrzeć mu prosto w oczy.
- Hektor to mój kuzyn, prawie brat, proszę nie walcz z nim. – Spojrzał mnie, a pierwsze promienie słońca tańczyły w jego zimnych oczach.
- To już postanowione. – Wstał i odszedł. Nie wiedziałam co mam robić. Poderwałam się z piachu i pobiegłam za Achillesem.
- Błagam nie walcz z nim! – wykrzyknęłam za nim, gdy odjeżdżał rydwanem. Nie zatrzymał się. Chciałam za nim biec ale wiedziałam, że to nic nie da. Weszłam szybko do namiotu i przeszukałam go. Znalazłam sztylet spojrzałam na swoje nadgarstki i kostki. Usilnie starałam się je zdjąć, ale nawet ostrze nie dawało im rady. Próbowałam do momentu, aż pękło na pół. Bransolety natomiast były nie tknięte. Wtedy do moich czułych uszu doszło echo krzyku Achillesa, wołającego nieustannie jedno imię. Hektorze mój bracie, wybacz mi, że nie jestem w stanie ci pomóc. Skuliłam się pod ścianą namiotu i czekałam, czas mijał, a ja czułam się okropnie. Nie chcę by zginął, żaden z nich. To co czuję do Achillesa i do Hektora , różni się, ale martwię się o nich jednakowo. Przed oczami miałam obraz chłopaka w zbroi Achillesa z podciętym gardłem. Opanowała mnie rozpacz i niemoc, czas się dłużyła, a ja byłam pewna, że już nie zobaczę jednego z nich.



1 komentarz:

  1. NADROBIŁAM! I zadowolona jestem :3 nie rozumiem do końca twoich problemów pod ostatnimi rozdziałami. Osobiście sama się nie skapnęłam w twoich wariacjach czasowych. Za to historia pędzi. Cieszę się, że się nie wlecze i nawet to BIG LOVE mi nie przeszkadzało. Chcę by bohaterka odzyskała już część mocy, jednak zgaduje, że prędzej ktoś umrze, co będzie mniej sztuczne dla historii *osoba, którą głupi GB wnerwiają podobnie jak rozwiązania bez strat*. Ale mi się podobało, pamiętaj!
    Pozdrawiam,DageRee.
    pustka-intensywnosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń