czwartek, 13 lutego 2014

Wiki Wolfe :Rozdział 10

Rozdział 10 :,,Tajemnice"
przycisnęłam głowę do ściany, mając nadzieję, że jej chłód choc troche uśmierzy ból. Nie za wiele to pomogło, no ale cóż, przynajmniej nie był juz tak przeszywający. Przymknęłam oczy, z nadzieją, że to pomoże. Pozwalam sobie odpłynąć, kiedy słyszę ciche kroki, a chwilę potem głośne trzaśnięcie drzwiami, które natychmiast daje znać mojej zbolałej głowie. Otwieram oczy i już-już mam rzucic w stronę tej osoby odpowiednia uwagę, ale widzę, że to Torgal, zamykam więc buzię i dalej sie opieram. Pan Stooler ubrany jest w szary, nienaganny garnitur i białą, jeszcze bardziej nienaganna koszulę. Wychodzi na środek sali i kiedy zaczyna mówić, wszyscy milkną. Widać, że dażą go szacunkiem, wcale sie nie dziwię, bo sama odczuwam przed nim wielki respect.
-Witajcie moi drodzy- Mówi rozkładając ręce jak polityk -pewnie zastanawia was powod, dla którego przerwałem wam lekcje- uśmiecha się- A więc, nie owijając w bawełnę. Jak juz pewnie zauważyliście, w tym roku dołączyło do nas bardzo dużo ludzi. Tylko w przeciągu ostatnich 3 tygodni przyjęliśmy pod swoje skrzydła, siedmioro. Chcę, abyście wiedzieli, że wcześniej raczej to sie nie zdażało, ale nie jest to powod do zmartwień. Przynajmniej narazie. Jednak zważywszy na sytuację, w jakiej się znajdujemy, chciałbym prosić was, i tu zwracam sie do poziomu pierwzszego o wsparcie.-Prycham, na szczęście na tyle cicho, że nikt nie zwraca na to uwagi- Wiem, że nie jest was dużo i że macie wystarczająco dużo swoich...-zatrzymuje się, marszczy brwi i mówi: obowiązków- Jeszcze jedna tajemnica? Nie za dużo tego? O jakie obowiązki mu chodzi? Moja Wewnętrzna Ja gromi mnie wzrokiem. ,,Przestań wszędzie widzieć sekrety!" zdaje się krzyczeć. Głos Torgala staje sie troche cieplejszy -Pamiętajcie, że wy tez przez to przechodzilięsie i że wam też nie było łatwo-taa, twoi chłopcy już okazali mi ogromne ,,Wsparcie"-myślę. Wspomina jeszcze o sprawach bieżących, typu nowy nauczyciel, od tego i tamtego bla, bla, bla- No dobrze to by było na tyle, nie będę was dłużej zatrzymywać. Gdyby ktoś chciał ze mna porozmawiać, to wiecie, gdzie mnie szukać- Kończy swoją przemowę, śmiecha sie a wszyscy wstają. Wszyscy oprócz pierwszopoziomowców. Oni siedzą na swoich miejscach, jakby na cos czekali. W końcu równiez wstają, ale nie udaja się do wyjścia, jak ja, tylko prosto w strone dyrektora, a on nie wyaje sie ani troche zdziwiony. No cóż, widocznie mają jakąś sprawę- z ta myślą wychodzę za drzwi , ale tuz za nimi zatrzymuje się i kiedy pozostałych nie widac już na korytarzu, przyciskam ucho do framugi drzwi. Ciekawość. ,,To pierwszy stopień do piekła!" mówi moje Racjonalne Ja, ale juz dawno przestałam go słuchać. To jest silniejsze ode mnie. Pomimo, że rozmowa toczy się normalnym tonem, to i tak ciężko jest mi wyłapac kontekst. Słyszę tylko urywki.
-....NIe dajemy juz sobie rady, a ty jeszcze każesz nam ich niańczyć, to...
-...Ostatnim razem o mało nie straciliśmy jednego z nas...- ostatnim razem czego?
-...To sie robi coraz bardziej niebezpieczne...- Oburzone głosy i potulny, cichy ton Torgala, jakiego jeszce u niego nie słyszałam.
...Wiem...wiem, ale uwierzcie mi, gdyby to zależało ode mnie, nie bralibyście w tym udziału...- w czym???Powiedźcie w końcu w czym!!!Ale nie doczekuję sie odpowiedzi, za to słyszę kroki w moim kierunku, więc szybko przebiegam korytarz i, juz normalnym tempem wchodzę po schodach, jakbym właśnie wracała ze stołówki. Zerkam na zegar na ścianie. Dobrze się składa, trwa akurat pora lunchu. Ale najpierw muszę znaleźć cos na ten potworny ból głowy. Skręcam, więc i udaje się do pokoju medycznego. Pukam kilka razy, a kiedy nikt nie odpowiada, delikatnie pociągam za klamkę i wchodzę. Pusty. Hm...Widać pielęgniarka tez była głodna . Trudno sama cos znajdę, w końcu to żadna filozofia. Coś przeciwbólowego np. Paracetamol to wszystko czego potrzebuję. Przeglądam szklane szafki z opakowaniami leków, ale nic nie znajduję. Kurczę, ja nawet nie kojarze tych nazw! Wszystkie fiolki sa ułożone alfabetycznie, ale to i tak nic nie daje, bo nie ma czegos takiego jak Paracetamol, czy ibuprofen. Cholera. Przeciez nie wezmę proszka, jeśli nie wiem na co jest!Przetsząsam kolejne szafki.
-Co tu robisz?- aż podskakuję, prawie upuszcając blado fioletowe opakowanie i szybko odwracam sie w stronę drzwi. Stoi w nich Alex ze zmarszczonymi brwiami. Noi proszę, znowu sie spotykamy. I znowu, to ON pyta się MNIE, to tu robię, chociaz mogłabym zapytac o to samo. Po chwili wahania wchodzi do pokoju, cicho zamykając za soba drzwi i siada na kozetce. Przyłapuję się na tym, że przyglądam się mu z zachwytem. W jego ruchach jest sporo gracji, a jego twarz...Hej, o czym ty myślisz?- przywołuje sama siebie do porządku, a on przygląda mi się, wyraźnie czekając na odpowiedź. Już mam na końcu języka jakąś ciętą uwagę, że to nie jego interes, bla bla bla, ale coś powstrzymuję mnie przed wypowiedzeniem jej na głos, zamiast tego mówię więc:
-Szukam, czegoś na ból głowy. A ty mógłbys się tak nie skradać- zarzucam mu, na chwilę zapominając o tym, że przed chwilą sama bezwstydnie podsłuchiwałam pod drzwiami.
-Nieźle sobie przywaliłas co?- Pyta i tym samym zbija mnie z tropu. Jak to ,,sobie przywaliłaś"? Pomimo, że jego ton niby był współczujący, to i tak wszystko się we mnie gotuje.
-Sama sobie nie przywaliłam-syczę- zrobił to twój nadęty kolega, jak mu tam, Rick?- Wymawiam jego imie przez zacisnięte zęby.
-Troche go poniosło...- odpowiada. Jego ton jest tak piekielnie opanowany, że aż mnie rozsdadza.
-Poniosło go??! trochę?! Mógł mi zrobic krzywdę!- Patrzy na mnie unosząc na moment brwi. Zastanawiam się, czy powinnam mu podziękować. ale z drugiej strony, mógł powstrzymać Ricka troche wcześniej, zanim ten zdążył mnie popchnąć.
-Ale nie zrobił- patrzy gdzieś za mnie- no, przynajmniej nie za dużą. Przez chwilę mierzymy sie wzrokiem, po czym on wstaje, i podchodzi do mnie, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Stoi na tyle blisko, że mogę poczuc jego zapach. Silna odurzająca woń, kojarząca się z drewnem i dopalającym się ogniskiem. Po chwili wyciąga ramię w stronę szafki, wyjmuje coś i cofa się. -Masz, połknij to. Tylko nie więcej niz jedną- mówi, i podaje mi, jak sie okazuje białą fiolkę z kolejna etykietką, która nic mi nie mówi. Marszczę brwi.
-Dzięki...skąd wiedziałeś?- Uśmiecha się z drwiną, dokładnie tak samo jak Rick. CZy oni ich tego gdzieś uczą?! Stoi teraz, nonszalancko oparty o drzwi, z rękami w kieszenich.
-Jestem na pierwszym poziomie, zapomniałaś?- jego ton, pełny kpiny i arogancji, działa na mnie, jak płachta na byka.
- Ty...- Po raz kolejny wyprowadził mnie z równowagi. Biorę głęboki oddech, by nad soba zapanować. Wystarczy jak na jeden dzień.
-Mam na imię Alex- dokańcza za mnie i tym samym powoduje, że szuflada z napisem ,,opanowanie" zostaje szczelnie zamknięta, a klucz wyrzucony.
-Wiem! Wiem, że masz na imię Alex! A teraz wiem jeszcze, że jesteś takim samym dupkiem jak tamten. Po co tu wogule przyszedłeś?!- jego uśmiech przygasa, ale ja zdążyłam się już rozkręcić.- I dla twojej wiadomości, ja tego tak nie zostawię! Nie będę, życ w strachu przed tobą i Twoją świtą! Ani ja, ani inni! Pójdę do Torgala!- Jego uśmiech całkiem gaśnie, twarz przybiera postac maski wykutej z lodu. Powoli, pochyla głową, i idzie w moim kierunku, pocierając nos kciukiem. Kiedy staje naprzeciwko mnie, przestaje, a ja zaczynam sie bać, że mnie uderzy i na tę myśl cała się w sobie kulę, on jednak tego nie robi, podnosi tylko głowę i zaczyna mówić:
-I myślisz, że on ci uwierzy? Albo, że jakiś inny dzieciak powie prawdę? Nie sądzę. Jesteś nikim- jego słowa tną jak noże- Dziewczynka z piątego poziomu o niewyparzonym języku, którą kręci podsłuchiwanie- czerwienie się. skąd on wie?- Tak, wiem, I inni też wiedzą- Czerwienię się jeszce bardziej, i czuję strach.. Ale on wydaje sie niewzruszony i kontynuuje:-Ty, przeciwko nam. Jestes pewna, że chcesz iść do Torgala?- Kładzie dłonie po obu moich stronach, przyszpilając mnie do ściany i nie pozwalając mi sie ruszyć. Nie odpowiadam, tylko kulę sie jeszcze bardziej i spuszcam głowę. Trzyma mnie tak jeszcze chwilę, po czym odpycha się od szafek, i wraca pod drzwi.
-Tak myślałem- patrzy na mnie beznamiętnie
Nie spodobało mi się, że nazwał mnie nikim. Nie spodobało mi się, że nazwał innych dzieciakami. Nie spodobało mi się, że przyłapal mnie na podsłuchiwaniu. Ale skoro naprawdę tak mysli, to dlaczego, choć późno ale jednak, powstrzymał Ricka przed oddaniem mi?
- Skoro jestem nikim- głos coraz bardziej mi się łamie- a reszta tylko banda dzieciaków, to dlaczego go powstrzymałeś? Dlaczego nie pozwoliłeś mu ponownie mnie uderzyć? Dlaczego?- za wszelka cene trzymam się gniewu, bo wiem, że kiedy przestanę, to się rozkleję, a tego nie chcę za żadne skarby. Tymbardziej przy nim. Kiedy podnoszę wzrok, widzę, że mruga, jakby zdziwiony moimi słowami. widać nie spodziewał się takiego pytania.
-Nie wiem- odpowiada w końcu i jak szybko może, wybiega z pokoju. Głośno wypuszczam powietrze. Opieram dłonie o kolana i próbuje się uspokoić. Kilka minut później, ignorując wewnętrzny opór, połykam tabletkę, którą dał mi Alex. Mija kilka sekund i czuje się...dziwnie. Mam mroczki przed oczami. Chwytam sie ściany. Wszystko wiruje, nogi mam jak z waty i czuję, że zaraz zwymiotuje. Ponadto w głowie czuje bolesne pulsowanie. Może minęlo pare sekund,a może pare minut, w każdym razie wszystkie objawy, włącznie z całym bólem głowy mijająm jak ręką odjął. Poruszam na próbę głową i nic nie czuję. O kurcze. Może troche to dziwaczne, ale podoba mi się. Kiedy mój organizm nie jest juz nakierowany na wyłączne odczuwanie bólu i złości, zdaję sobie sprawę, jaka jestem głodna. Przeglądam sie w lustrze na ścianie, poprawiam włosy i wychodzę z zamiarem pójścia do stołówki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz