sobota, 15 lutego 2014

Wiki Wolfe : rozdział 12

Rozdział 12 :Tajemnice
Alex siada na ciemnej trawie i daje mi znać, żebym robiła to samo. Po chwili wahania wykonuję polecenie, ale nie tracę czujności.
- Wyglądasz, jakbyś za chwilę miała rzucić się do ucieczki. Rozluźnij się, nic ci nie zrobię.-Mówi pewnym głosem, a mi przychodzi do głowy, że gdyby chciał mnie skrzywdzić, już dawno by to zrobił, więc chyba rzeczywiście nie mam się czego obawiać. Siadam więc wygodniej, opierając łokcie na kolanach. Uśmiecha się.
-Tak lepiej- Przez chwilę zastanawia się, jego uśmiech gaśnie, i w końcu zaczyna mówić:
-Istota, którą widziałaś to nie człowiek, ale inkub.-Ostatnie słowo niemal wypluwa, ale nie kontynuuje, wyraźnie czekając na jakąś reakcję z mojej strony. Nie wiem co mam mu powiedzieć. Z jednej strony czuję ulgę, że ten ktoś nie okazał się zwykłym człowiekiem, ale z drugiej, nazwa, inkub zupełnie nic mi nie mówi.
-Domyślam się, że nic nie rozumiesz, prawda?- Pyta, jakby czytał mi w myślach.
-Nie.- Odpowiadam cicho, kręcąc przy tym głową.
-Niektórzy mówią, że to jakiś rodzaj wampirów, ale tak naprawdę to demony, żerujące na młodych kobietach. Najpierw uwodzą je we śnie, a potem materializują się i wypijają całą ich krew, zabierając tym samym duszę. Dzięki temu stają się silniejsi.-Wzrok mu ciemnieje, a twarz wykrzywia grymas nienawiści pomieszanej z bólem . –To spotkało moją siostrę, kiedy ja miałem 19, a ona 24 lata. Była dla mnie wszystkim. Zastępowała mi matkę, która nas porzuciła i ojca, którego nigdy nie znałem. Zrezygnowała ze studiów, żeby iść do pracy. Mi kazała się uczyć. Mówiła, że bez tego nic nie osiągnę. –Przełyka ślinę-Tego dnia wróciłem trochę później niż zwykle, ale kiedy wszedłem do mieszkania, od razu zauważyłem, że coś jest nie tak. Zwykle o tej krzątała się w kuchni, a teraz panowała tu cisza. Wszedłem do pokoju i wtedy go zobaczyłem. Trzymał ją za ramiona, a kiedy podniósł głowę, z ust kapała mu krew. Nigdy nie zapomnę tej twarzy. Rzuciłem się na niego, ale było za późno. W jednej chwili zniknął. Po prostu rozpłynął się w powietrzu.- Kręci z niedowierzaniem głową, a ja nie mogę go dłużej słuchać. To zbyt bolesne, by mogło być prawdziwe. Przy tym, co go spotkało, moje problemy wydają się wręcz śmieszne. Nie przerywam mu jednak, tylko słucham dalej.
-Na szczęście dla mnie, jakieś 3 tygodnie później spotkałem Torgala i okazało się, że jestem obciążony klątwą. Sam nie wiem dlaczego, ale opowiedziałem mu o wszystkim, a on obiecał mi zemstę jeżeli tylko do niego dołączę. Zgodziłem się. Zaczął mnie szkolić i niedługo potem, okazało się, że pomimo braku doświadczenia jestem szybszy i silniejszy od pozostałych, w tym pierwszpoziomowców. Wiedziałem dlaczego. Mnie napędzała żądza zemsty, a ich tylko obowiązek. Na początku nie chciał brać mnie na polowania, byłem przecież za młody. Ale w końcu musiał ulec. Rok później zostałem mianowany na przywódcę łowców.-Patrzy gdzieś w dal.- Nie spocznę, dopóki nie zabiję tego, który skazał Leilę na śmierć, i wszystkich innych, którzy jeszcze chodzą po ziemi.- W jego głosie słyszę, żelazną determinację i zalewa mnie fala wstydu, kiedy pomyślę, że nazwałam go mordercą. Z trudem przełykam łzy. Niepewnie dotykam jego ramienia, chcąc dodać mu sił. Odwraca się w moją stronę, ale nie strząsa mojej dłoni, jak się tego spodziewałam.
-Tak strasznie mi przykro- szepczę, a po moim policzku spływa pojedyńcza łza. Alex podnosi słoń do mojej twarzy i delikatnie ściera ją kciukiem. Uśmiecha się smutno.
-To już przeszłość-Mówi patrząc mi w oczy.- Teraz wiesz już o mnie wszystko- Zbliża swoją twarz do mojej i przez chwilę wydaje mi się, że mnie pocałuje, ale on tylko opiera czoło o moje i przymyka oczy.
-Nie mogę przestać o tobie myśleć.- szepcze tak cicho, że ledwo go słyszę. Przez chwilę oddycha głęboko, po czym przygryza dolną wargę i odsuwa się. Zdezorientowana otwieram oczy, kiedy on odchrząkuje i szybko wstaje. Robię to samo.
-Lepiej już chodźmy.- mówi nie patrząc mi w oczy.
Podczas drogi powrotnej prawie nie rozmawiamy, oboje pogrążeni we własnych myślach.
Po jakimś czasie jesteśmy już na miejscu. Wchodzimy do masywnego budynku obozu i ja od razu kieruję się do swojego pokoju, ale Alex łapie mnie za rękę, zatrzymując w miejscu.
-Zaczekaj. Musimy iść do Torgala i wszystko mu wyjaśnić.
-Ale po co? –Pytam szybko. Nie potrzeba mi dzisiaj więcej wrażeń.- Na pewno już śpi. Tak jak cała reszta- Dodaję, trochę spokojniej. Chłopak wzdycha cierpliwie.
- Zaręczam ci, że nie śpi. Po drugie, myślisz, że po tym wszystkim co widziałaś i słyszałaś wszystko będzie jak dawniej?- Kręci głową, nagle poważniejąc.- Nie będzie. Za duże ryzyko. Chodź.- Nic już nie mówię, tylko pozwalam prowadzić się jak małe dziecko. Stajemy pod drzwiami gabinetu i Alex wchodzi pierwszy, pociągając mnie za sobą. Torgal siedzi za biurkiem, a kiedy podnosi wzrok, marszczy brwi, wyraźnie zaskoczony naszym widokiem.
-Alex? Viktoria?- Pyta z konsternacją, ale po chwili odzyskuje rezon.- Co mogę dla was zrobić?
-Mamy problem. Dośc duży, jak sądzę .- Zaczyna Alex, a Torgal zerka na mnie nerwowo.
-A nie wolałbyś porozmawiać ze mną na osobności?- pyta sucho
-Nie.- Odpowiada pewnym głosem- Jej obecność jest tu konieczna.- Dopowiada. Dyrektor wydaje się zbity z tropu.
-Nic nie rozumiem. Mógłbyś jaśniej?- prosi, już wyraźnie podenerwowany.
Alex po krótce opowiada mu o tym, co miało miejsce dzisiejszego wieczoru, a on z każdym zdaniem robi się coraz bardziej wściekły.
-Rozumiesz już, dlaczego przyprowadziłem ją do ciebie.- Kończy spokojnym głosem.
Torgal z trudem nad sobą panuje, widać to coraz bardziej.
-Jak mogłeś do tego dopuścić!- Syczy przez zaciśnięte zęby- Czy zdajesz sobie sprawę co zrobiłeś?!
Chłopak nie odpowiada, tylko przygląda mu się twardo.
-To trochę moja wina. Nie powinnam kręcić się wieczorem tam gdzie nie trzeba.- Mówię. Czuję, że jestem mu to winna. Ale Torgal zachowuje się, jakbym w ogóle się nie odezwała. W zamyśleniu pociera głowę, w końcu mówi ponurym głosem:
-Dla niej jest teraz tylko jedno wyjście. I ty- Pokazuje palcem na Alexa- Osobiście tego dopinujesz.
-Co mam zrobić?- pyta chłopak czujnie. Dyrektor przez chwilę milczy, jakby ważył się, czy podjął właściwą decyzję. Po chwili jest już pewny.
-Wyszkolisz ją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz